Hardangervidda

Z Bergen pojechałyśmy pociągiem do Voss gdzie przespałyśmy na polu namiotowy. Ramo , ponieważ była niedziela poszłyśmu na Mszę Św. do kaplicy Św. Olafa, a p Mszy w której uczestniczyło 20 osób, zostałyśmy zaproszone na tajskie śniedanie 🙂 . Z Voss autobusem (studenci mają zniżki na auyobus i pociąg) dotarłyśmy do Dyranut . Nie ma tam nic oprócz schroniska ,ale to dobre miejsce na rozpoczącie wędrówki, bo nie trzeba się wspinać na górę płaskowyżu ponieważ Dyranut jest właśnie na górze. 

Wędrowałyśmy sześć dni, a każdego dnia znieniał się krajobraz i było zupełnie inaczej niż wcześniej. Ludzi spotyłałyśmy bardzo rzadko. Szlak jest raczej łatwy i nie ma problemu ze znalezieniem miejsca na rozbicie namiotu, ale trzeba uważać na rozległych płatach śniegu i dobrze wypatrzeć kopczyk (czyli oznakowanie szlaku) na który należy się kierować. Wody nie trzeba nosić- jest wszędzie. Problem jest natomiast z gałązkami na ognisko, nawet malutkie, bo ich nie ma, wiec palnik gazowy to podstawa. 

Szóstego dnia dotarłyśmy na Język Trolla, gdzie są tłumy turystów i dużo z nich rozbija namioty. My żeby uniknąć tego tłumu rozbiłyśmy namiot jakieć pół kilometra przed Trolltungą. Dobrze jednak pójśc sobie na Jęzor wieczorem albo późnym popołudniem ,żeby popatrzeć i porobić zdjecia, błumy robią się już od samego rana. 

Po mozolnym, wielogodzinnym zejściu z Trollthungi pojechałyśmy autobusem do Oddy na pole namiotowe. (koszt rozbicia namiotu i dwóch osób to ok. 100 zł.) Jedzie się kilka minut.