Podróże- mały przewodnik i podpowiadacz

Płaskowyż Hardangervidda w Norwegii (2018) i Język Trolla (Trolltunga)

Z Bergen pojechałyśmy pociągiem do Voss, gdzie przespałyśmy na polu namiotowy. Rano , ponieważ była niedziela poszłyśmy na Mszę Św. do kaplicy Św. Olafa, a po Mszy, w której uczestniczyło 20 osób, zostałyśmy zaproszone na tajskie śniedanie 🙂 . Z Voss autobusem (studenci mają zniżki na autobus i pociąg) dotarłyśmy do Dyranut . Nie ma tam nic oprócz schroniska ,ale to dobre miejsce na rozpoczęcie wędrówki, bo nie trzeba się wspinać na górę płaskowyżu, ponieważ Dyranut jest właśnie na górze.

Wędrowałyśmy sześć dni, a każdego dnia zmieniał się krajobraz i było zupełnie inaczej niż wcześniej. Ludzi spotykałyśmy bardzo rzadko. Szlak jest raczej łatwy i nie ma problemu ze znalezieniem miejsca na rozbicie namiotu, ale trzeba uważać na rozległych płatach śniegu i dobrze wypatrzeć kopczyk (czyli oznakowanie szlaku) na który należy się kierować. Wody nie trzeba nosić- jest wszędzie. Problem jest natomiast z gałązkami na ognisko (nawet malutkie), bo ich nie ma, wiec palnik gazowy to podstawa.

Szóstego dnia dotarłyśmy na Język Trolla, gdzie są tłumy turystów i dużo z nich rozbija namioty. My żeby uniknąć tego tłumu rozbiłyśmy namiot jakieś pół kilometra przed Trolltungą. Dobrze jednak pójść sobie na Jęzor wieczorem, albo późnym popołudniem , żeby popatrzeć i porobić zdjecia, bo łumy robią się już od samego rana.

Po mozolnym, wielogodzinnym zejściu z Trolltungi pojechałyśmy autobusem do Oddy na pole namiotowe (koszt rozbicia namiotu i dwóch osób to ok. 100 zł.) Jedzie się kilka minut. Stamtąd nie ma żadnego problemu żeby wrócić do Bergen.

Wokół Mont Blanc (Tour de Mont Blanc 2015 r. )  

Z Gdańska do Mediolanu poleciałyśmy samolotem, a z Mediolanu autobusem do Courmayeur (ok. 3 godz. jazdy). Większość ludzi wyrusza z Chamonix ale nam z Mediolanu było najłatwiej. Trasa ok. 160-180 km, mniej wiecej 10-12 dni. Wszędzie można spać na dziko , oprócz Szwajcarii. Tam spałyśmy przy schroniskach. Rozbicie namiotu ok. 18 euro, a kara za dzikie biwakowanie jest bardzo wysoka. Co dwa , trzy dni schodzi się do wiosek i można uzupełnić jedzenie. Szlak technicznie  łatwy ale wysiłkowo trochę trzeba się pomęczyć. Najwyżej wchodzi się na ok 2700 m- francuska przełęcz Col des Fours i szwajcarska Fenêtre d’Arpette, obydwie wysokie na 2665 metrów. Zejścia i podejścia ok 1000-1500 m. są każdego dnia.  Ferrata, ale raczej łatwa jest przy podejściu na Brevent – 2525 m.n.p.m.

Szkal Niedźwiedziego Koła- Karhunkierros (Laponia)

Szkak długości 80 km. Biegnie na Kole Polarnym, na Północ od Kussamo. Do Kussamo pojechaliśmy przez Rovaniemi, bo chcieliśmy odwiedzić św. Mikołaja . Do Turku polecieliśmy samolotem z Gdańska, a dalej pociągiem do Rovaniemi . Na Koło podbiegunowe czyli do wioski Mikołaja , która nazywa się Napapjiri poszliśmy na pieszo – ok. 11 kn. ale można tam dojechać zwykłym autobusem.  Myslę , że do Kussamo  można też dojechać od razu z Turku czy Helsinek. Szlak pierwszego dnia wspina się w górę i prowadzi w dół ale już kolejne dni są bardziej wyrównane. Co kilkanaście kilometrów są chatki do spania lub wiaty i miejsca ogniskowe z drewutniami. Trzeba tylko narąbać tyle drewna ile się spaliło. Poza tym w chatkach są kuchenki gazowe. Nocleg w chatkach jest darmowy.

http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=9954

Archipelag Turku

Archipelag położony u południowego wybrzeża Finlandii składa się z ponad 60 tys. wysp ale jeden kapitan promu powiedział nam, że według niego jest ich około 100 tys. Mówił też, że ciągle pojawiają sie nowe wysepki – o powieżchni kilku metrów. Wyspy połączone są z lądem i z sobą promami, którymi podróżuje się za darmo (tylko za jeden musieliśmy zapłacić niewielką kwotę). Dogodnym miejscem do rozpoczęcia podróży jest miejscowość Kustavi, dokąd można dojechać autobusem z Turku.

http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=9958

Norwegia . Podróż niezwykłą koleją z Mydral do Flam (2010 r.)

Kolejka pokonuje przez godzinę trasę długości 20 km, zjeżdżając z wysokości ponad 800 m.n.p.p.m na 2 m. Dojeżdża do jednej z końcowych odnóg najdłuższego fiordu (Sognefjord). Tory biegną po stromych stokach na dużej wysokości. czasem okrążają jakąś dolinę, zakręcając ostrym łukiem w tunelu. Dolna stacje znajduje się we Flam- maleńkiej miejscowości wciśniętej w górską dolinę.

http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=12439

 

Sognefiord i okolice – Norwegia (2010) 

Do Flam przyjechaliśmy kolejką, o której pisałam w poprzedniej galerii. Pobyliśmy tu dwa dni, po czym przenieśliśmy się do pobliskiego Aurland. Z Aurland popłynęliśmy promem do Bergen. Podróż promem trwała ponad 5 godzin. Niestety mieliśmy tylko półtora dnia bez deszczu.

http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=12440

Muzeum trądu w Bergen

Są tylko trzy czy cztery takie muzea na świecie. Bardzo głęboko mnie poruszyło. Powoduje zadumę i smutek ale jest też świadectwem ludzkiej dobroci. Leprozoria były zakładane przez ludzi dobrej woli, którzy z chrześcijańskiej potrzeby miłosierdzia troszczyli się o „umarłych dla świata”. Bardzo się cieszę, że je zwiedziłam.

http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=12426

Pielgrzymka Tradycji Katolickiej : Paryż – Chartres

W 2009 r. wybraliśmy się do Francji na pieszą pielgrzymkę tradycji katolickiej. Pielgrzymkla rozpoczęła się w Paryżu w katedrze Notre Dame, a zakończyła w katedrze Notre Dame w Chartres. Szlak liczący 105 km. prowadził przez wsie, pola i lasy. Przez dwa dni maszerowaliśmy po 40 km., a trzeciego do przejścia pozostało nam juz tylko 25. Ponieważ pielgrzymkę przygotowują emerytowani francuscy wojskowi to też i tempo było wojskowe. Dyscyplina również. I chyba nikt tak pięknie nie śpiewa jak Francuzi. Urok francuskiej prowincji jest niezwykły. Ciche senne wsie z kamiennej zabudowy, łany zbóż z wielkimi, pełnymi kłosami, dębowe lasy. Klimat jak z „Trzech muszkieterów”

http://obiezyswiat.org/index.php?user=gniady

Camino: Porto-Santiago de Compostella

Średniowieczny pielgrzymi szlak św. Jakuba ma wiele ścieżek. Można nim wyruszyć nawet z Polski. Myśleliśmy sobie, że to piękna sprawa pójść pieszo do Santiago de Compostella ale jeszcze nie teraz. Może na emeryturze albo w innych okolicznościach, pozwalających nam wędrować wiosną czy jesienią, gdy szlak jest mniej zatoczony. Francuską ścieżką rocznie pielgrzymuje ok. 100 tyś osób, a ścieżka portugalska którą przemierza ok. 10 tyś. wydawała się nam zbyt gorąca latem. Nie mniej jednak po obejrzeniu filmu „Droga życia” nie mieliśmy wątpliwości, że kiedyś wyruszymy na Camino. Ale jak to zwykle u nas bywa, robimy to co chcemy i do czego nadarzy się nam okazja, a ta nadarzyła się gdy zobaczyliśmy bilety lotnicze do Lizbony za 200 zł. Krótka decyzja, zapomnieliśmy o upale i na szlak! Lizbonę i to co widzieliśmy po drodze do Porto opiszę w innej galerii. W każdym bądź razie z Lizbony do Porto, zwiedzając po drodze różne miejsca poruszaliśmy się autobusami (co w Portugalii nie jest bardzo drogie), a z Porto do Santiago ruszyliśmy piechotą. Trasa liczy około 250 km, a potem z Santiago jeszcze jakieś 90 do Finisterra. Na jakubowym szlaku dla pielgrzymów przygotowane są schroniska, w których nocleg kosztuje 5 euro, ale my przeważnie spalśmy w namiocie, bo z jego rozbiciem nie było żadnych problemów. Jedynym problemem były codzienne fiesty w każdej wsi, które trwały do późnej nocy. Na szlaku i w albergach czyli schroniskach spotykają się ludzie z całego świata i to też jest bardzo ciekawe i miłe doświadczenie. Sami Portugalczycy również są niezwykle uprzejmi i życzliwi . W Hiszpanii też było ok. i przy życzliwości miejscowej ludności fakt, że nie mówią oni w żadnym innym języku jak tylko we własnym nie miał żadnego znaczenia. W Santiago czekała nas miła niespodzianka, bo okazało się że w polskiej alberdze za dowolną opłatę np. możesz spać 4 dni, a warunki są bardzo dobre. Przespaliśmy tam jeden dzień i wyruszyliśmy na Finisterre czyli koniec świata – miejsce gdzie zwykle pielgrzymi kończą swój szlak. Po powrocie do polskiej albergi nie chcieli od nas żadnej zapłaty mówic, że przecież już za nocleg zapłaciliśmy, a spaliśmy tylko jedną noc. Camino to tak piękny szlak i przeżycie, że z pewnością na niego wrócimy i już nam nie będzie przeszkadzać ani tłum ani upał. Po prostu musimy to powtórzyć, tym razem ścieżką francuską albo północną.

http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=28183

Finsterra- Koniec Świata 🙂 i końcówka Camino

Pielgrzymi wędrujący szlakiem św. Jakuba do Santiago de Compostella, zwykle podążają jeszcze dalej na Cabo de Fisterra czyli na kraniec Świata albo w Muxi. My postanowiliśmy pójść do Fisterra. Droga zajęła nam trzy dni i jeden dzień spędziliśmy na przylądku, bo miejsce jest tak piękne, że żal stamtąd odjeżdżać. Przez wieki pielgrzymi palili na Fiterze swoje ubrania, a przede wszystkim buty. Dziś, od kilku lat jest już to zabronione ale ja żeby tradycji stało się zadość zostawiłam tam moje schodzone buty.

http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=28193

Wielka włóczęga – Bretania

Jeszcze niedawno sądziliśmy, ze wakacje bez dzieci to kicha ale jak już nic nie dało się zrobić w kwestii wspólnego wyjazdu choćby z córką, powiedzieliśmy „no to nara, kiedy wrócimy nie wiadomo, pewnie jak się kończą nam pieniądze”. Przejechaliśmy ponad 2,5 tyś. km autostopem, spaliśmy tam gdzie mieliśmy ochotę i nie martwiliśmy się o to c0o będzie jutro, bo przekonaliśmy się, ze jutro też będzie fajnie. Plan oczywiście był; zamki nad Loarą, Bretania i Normandia. Włóczęgę rozpoczęliśmy w Paryżu dokąd polecieliśmy samolotem. Przenocowaliśmy trzy dni u naszego bardzo gościnnego kolegi, a potem wzięliśmy kurs na Orlean i od tej pory aż do domu jechaliśmy autostopem. Nad Loarą jest mnóstwo miejsc do rozbicia namiotu nie mówiąc już o Bretanii i Normandii.

http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=28200

Wielka włoczęga –  Normandia (2013 r.)

Od wielu lat marzyłam żeby zobaczyć Omaha Beach i Mont – Saint Michel. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam zdjęcie Mont – Saint Michel mogłam mieć tylko marzenie, bez możliwości jego realizacji. Lata mijały i choć wszystko się zmieniło zapomniałam o moim marzeniu z młodości, wiec gdy okazało się, że miasteczko Św. Michała Archanioła znajdzie się na trasie naszej wakacyjnej podróży radość była podwójna. Po pierwsze dlatego, że tam będę, po drugie marzenia same do nas wracają żeby się spełniać. BO WŁAŚNIE PO TO SĄ MARZENIA! W Normandii podobnie jak w Bretanii każde miasteczko ma wielowiekową historię, przepiękną starówkę ze średniowiecznymi domami i kościołami oraz piękne, klifowe wybrzeże. Woda w kanale La Manche była cieplutka, a miejsc do spania na plażach i klifach mnóstwo. Niestety na Normandię mogliśmy przeznaczyć tylko kilka dni, bo obiecaliśmy wrócić do domu na urodziny babci. Mam nadzieję, że kiedyś tam jeszcze wrócimy.

http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=28246

Szlakiem zamków nad Loarą  (2013 r.) 

Podróż rozpoczęliśmy w Paryżu  skąd wyruszyliśmy autostopem wzdłuż Loary. Ponieważ zamki nie były celem nasze podróży ale jednym z jej etapów, nie wszystkie mogliśmy zwiedzić. Spaliśmy nad Loarą, bo nie brakuje tam dobrych miejsc do biwakowania. Woda też chyba jest w miarę czysta, bo dużo ludzi się w niej kąpało. Zamki nad Loarą były pierwszym etapem naszej „Wielkiej włóczęgi”

http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=28252

Walia (2008 r.) 

http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=9946#

Węgry- wyprawa po wino i nie tylko (2009) 

http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=9968

Turbacz zimą- ucieczka od Sylwestra (2013) 

Uciekliśmy na Sylwestra! Od dawna to planowaliśmy ale gdzie się schować żeby nie widzieć fajerwerków, pijanych nastolatków i nie słyszeć huku petard. Jak najdalej!
Udało się! Zaprzyjaźnieni górale dali nam bacówkę w Gorcach na polanie Waksmundzkiej. Kiedy przyjechaliśmy do Nowego Targu padał deszcz, a śniegu prawie nie było, ale w górach przy bacówce mieliśmy najprawdziwszą, zaśnieżoną zimę.

http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=21333

Bory Tucholskie (2013)

Dzieci nam porosły i pofrunęły każde w inną stronę. Założyliśmy więc plecaki i zrobiliśmy sobie pieszy rajd po Borach Tucholskich. Nasza pierwsza, po 25 latach, samotna wyprawa trwała sześć dni. Bory Tucholskie to najpiękniejsze miejsce na Ziemi, a ludzie serdeczni i życzliwi. Sosnowe lasy, pełne grzybów i jagód, czyste jeziora – czasem maleńkie czasem ogromne, biały piach na drogach, przepięknie meandrujące pośród leśnej gęstwiny rzeczki (Brda, Wda i Wierzyca) tworzą wspaniały klimat. Wyruszyliśmy z okolic Starej Kiszewy ( z Nowego Bukowca) w kierunku Dziemian – do Zaborskiego Parku Krajobrazowego. Kierując się na północ od Jeziora Wdzydzkiego, wędrowaliśmy od jeziora do jeziora, nocując na dziko, z dala od ludzi. Nad Jeziorem Somińskim zawróciliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotna, tym razem obchodząc Jezioro Wdzydzkie od południa. Dziennie wędrowaliśmy około 20 km ale drogę urozmaicały nam kąpiele w mijanych jeziorach oraz podjadanie jagód i malin, których było w bród. Miejscowi częstowali nas jabłkami, z uśmiechem dawali wodę, pokazywali drogę i pozwalali (za darmo) nocować na swoich łakach. Nawiązywaliśmy serdeczne kontakty z miejscową bohemą spod sklepów, a spotykane we wsiach dzieci grzecznie nas pozdrawiały. Niestety mieszczuchy grodzą lasy, a nawet dostęp do jeziora i stawiają tablice „Teren prywatny”, co trochę utrudniało nam wędrowkę.

http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=19551